wtorek, 13 czerwca 2017

Antares - bransoletka z jaspisem cesarskim

W planach miałam zupełnie inny post, ale ostatecznie zdecydowałam, że dziś opowiem Wam o kamieniu nazywanym matką innych kamieni. Jeśli nie macie dość opowieści o minerałach, zapraszam Was na spotkanie z Jaspisem.

Nazwa jaspis  pochodzi od greckiego słowa iaspis, które oznacza cętkowany kamień. Jaspis mieni się różnymi barwami – zielenią, żółcią, czerwienią, fioletem (różem), brązem i bielą. W zależności od proporcji minerałów, z których jest zbudowany, posiada mniej lub bardziej cętkowaną, pełną barwnych smug powierzchnię. Jego piękno doceniają jubilerzy (biżuteryjki również), a także projektanci i dekoratorzy, wykorzystujący jaspis jako materiał dekoracyjny. Już w średniowieczu doceniono jego urodę i wartość. Wyrabiano z niego naszyjniki, kolczyki, bransolety, pierścionki, pieczęcie, rzeźby, a nawet ornamenty w kościołach. Pektorał, którego używał Arcykapłan w Świątyni Jerozolimskiej, był ozdobiony dwunastoma szlachetnymi kamieniami. Każdy kamień symbolizował jedno z dwunastu pokoleń Izraela. Jaspis symbolizował pokolenie Judy, z którego wywodzi się Jezus. Św. Jan w Apokalipsie użył jaspisu, jako symbolu Chrystusa-Boga w Ap 4,3; Ap 21,18-19. To taka ciekawostka ;-)
Można by tak o jaspisie opowiadać w nieskończoność. O jego odmianach, kolorach, występowaniu i magiczno-ezoterycznych właściwościach. Aby Was tu nie zanudzić, ograniczę się do tych paru ciekawostek.

W moje ręce wpadł nieduży, bo 2 cm kaboszon jaspisu w pięknym, soczystym kolorze, który z miejsca mnie urzekł. Choć wiem, że róż nie należy do ulubionych kolorów wielu kobiet, ja ten kolor bardzo lubię i z chęcią po niego sięgam. Tym razem postanowiłam przemienić mój kamyczek w bransoletkę, bo różowej po prostu nie mam, a okazało się, że właśnie taka by mi się przydała. Znacie to z własnego doświadczenia? ;-). Obszyłam jaspis koralikami Miyuki Delica w pięknym odcieniu wina i delikatnego beżu. Kamień otoczyłam wianuszkiem z miniduo w chłodnym odcieniu azteckiego złota. Brzeg zwieńczyłam matowymi koralikami fire polish w kolorze nawiązującym do barw jaspisu oraz delikatnymi pikotkami. Gotowy element zamontowałam na metalowej bazie.

Mam nadzieję, że takie świeże, owocowe barwy przypadną Wam do gustu. Lato lubi takie kolory. Świetnie prezentują się na muśniętej słońcem skórze. Taka bransoletka idealnie sprawdzi się zarówno jako biżuteria na co dzień, do pracy, jak i na większe, bardziej uroczyste wyjście, ewentualnie na romantycznym spacerze po nadmorskim molo :-).


Materiały: 20 mm kaboszon jaspisu cesarskiego, miniduo w kolorze matte metallic aztec gold, 3mm fire polish w kolorze saturated hyacinth viclac , Toho 15/o w kolorze silver lined milky hot pink, Toho 11/o w kolorze permanent finish matte galvanized pink lilac oraz luster opaque dark beige, Miyuki Delica  w kolorze opaque wine dyed (DB 1376) oraz ceylon lt beige (DB 0204). Całość podszyta alcantarą (supersuede) w kolorze różowym, umiejscowiona na metalowej otwieranej bazie w kolorze starego złota. Wielkość ozdobnego elementu ok.4 cm.



pink jasper bracelet, bransoletka z jaspisem różowym,

pink jasper bracelet, bransoletka z jaspisem różowym,

pink jasper bracelet, bransoletka z jaspisem różowym,

pink jasper bracelet, bransoletka z jaspisem różowym,

pink jasper bracelet, bransoletka z jaspisem różowym,

pink jasper bracelet, bransoletka z jaspisem różowym,

pink jasper bracelet, bransoletka z jaspisem różowym,

pink jasper bracelet, bransoletka z jaspisem różowym,

pink jasper bracelet, bransoletka z jaspisem różowym,


Zdjęć wyszło sporo, bo jaspisowa bransoletka okazała się wdzięczną modelką, chętnie współpracującą z aparatem ;-).

Ten piękny kamień o wielu twarzach jeszcze zagości na moim blogu. Dziś pokazałam Wam jaspis cesarski. 
Oficjalnie występuje 10 odmian jaspisu:
  • basanit - drobnoziarnisty, czarny. Stosowany przez jubilerów do próby rysy.
  • jaspis agatowy - żółto, brązowo lub zielono nakrapiany, zrośnięty z agatem.
  • jaspis egipski - (kwarc niklowy) silnie żółty i czerwony.
  • jaspis pejzażowy - brązowy, przypominający pejzaż rysunek wywołany tlenkiem żelaza.
  • jaspis pasiasty - struktura warstwowa z szerszymi lub węższymi pasami.
  • jaspis z Nunkirchen - białoszarawy, znaleziony w Nadrenii. Barwiony błękitem berlińskim, jako "niemiecki lapis" - imituje lapis lazuli.
  • mookait - z różowymi lub jasnoczerwonymi chmurkami. Znaleziony w Australii.
  • rogowiec - bardzo drobnoziarnisty, szary, brązowoczerwony, rzadziej zielony lub czarny.
  • silex - żółto i brązowoczerwono plamisty lub pasiasty.
  • unakit - kamień zieleno(epidot) – różowy(ortoklaz), często z domieszkami kwarcu (bezbarwny lub w odcieni bieli).
Ale oprócz tego spotkacie się też z takimi określeniami jak:
  • jaspis dalmatyńczyk
  • jaspis cesarki
  • jaspis pszczeli (bumble bee)
  • jaspis krajobrazowy
  • jaspis skóra leoparda
  • jaspis breksja
  • jaspis oceaniczny
  • jaspis picasso
  • jaspis lemon
  • jaspis sezamkowy
  • jaspis skóra węża
  • jaspis rainforest
  • jaspis kambara
    i pewnie jeszcze kilkoma innymi.



Dziękuję Wam bardzo za odwiedziny i przemiłe komentarze pozostawione pod postami :-).
Mam nadzieję, że nie zanudziłam Was dzisiaj ilością tekstu. Kończąc, dodam tylko. że jaspis uważany jest za kamień energii, witalności i dobrego samopoczucia. Niech więc jego moc będzie z Wami! :-)


P.S. Spotkała mnie ostatnio bardzo miła niespodzianka.  Ja i mój blog otrzymaliśmy od Agnieszki  wyróżnienie Liebster Awards. Bardzo Agnieszko dziękuję Ci za to wyróżnienie  :-)




środa, 31 maja 2017

Libellula - ważkowy wisiorek z naturalną chryzokolą

Wracam po długiej nieobecności, chyba najdłuższej w prowadzeniu bloga, ale jak to mówią, kiedyś musi być ten pierwszy raz ;-).

Przygotowałam dla Was dzisiaj wisior z ważką i naturalną chryzokolą. Szczególny nacisk kładę na słowo "naturalną", bo jak się okazuje, chryzokola nie zawsze jest tym, za co chcieliby niektórzy sprzedawcy, aby uchodziła. Ale o tym za chwilę.

Bardzo lubię naturalne kamienie. Fascynuje mnie nie tylko ich kolorystyka, ale niepowtarzalność wzorów czy też faktura. Lubię też szklane czeskie koraliki Table Cut w kształcie płaskich, okrągłych pastylek z motywem ważki. Ważki to bardzo wdzięczny i efektowny motyw, który świetnie prezentuje się w biżuterii. Uwielbiam też ozdobne metalowe elementy, które mogę połączyć z minerałami. Trzy lata temu (jak ten czas leci!), zaprezentowałam wisiorek Fragaria, w którym użyłam identycznej metalowej obręczy, tylko że w kolorze srebra. Tym razem filigran ma ciepły odcień starego złota, który pięknie harmonizuje z  zielenią chryzokoli oraz turkusem pastylki czy taśmy z matowymi cyrkoniami. Wisiorek wykończyłam szklaną kroplą, która idealnie pasuje do chryzokoli, podkreślające jej wzór i kolorystykę. Całość jest bardzo spójna, harmonijna, stonowana, ale jednocześnie tętniąca życiem. Libellula utrzymana jest z wiosenno-letnim klimacie, ale nic nie stoi na przeszkodzie, by nosić ją przez cały rok :-).


Materiały: kaboszon chryzokoli 3 x 2,3 cm, 27 mm metalowy floral w kolorze starego złota, 17 mm Table Cut Dragonfly Coin Bead w kolorze Opaque Light Turquoise Picasso, 16 x 12 mm szklana łezka w kolorze jade dark travertine, 3mm taśma z cyrkoniami w kolorze turkusowym, 4mm kulki hematytu w kolorze starego złota, koraliki Miyuki Delica w kolorze transp.lt topaz gold luster (DB0115), koraliki Toho treasure w kolorze inside color rainbow crystal pale turquoise lined, Toho 11/o w kolorze inside color aqua lt jonquil lined oraz  bronze, Toho 15/o w kolorze gold lustered transparent pink. Turkusowy sznurek lakierowany zakończony metalowymi elementami w kolorze starego złota. Wielkość wisiorka ok. 9 x 4 cm.



wisiorek z chryzokolą, chrysocolla pendant, wisiorek z ważką

wisiorek z chryzokolą, chrysocolla pendant, wisiorek z ważką

wisiorek z chryzokolą, chrysocolla pendant


wisiorek z chryzokolą, chrysocolla pendant, wisiorek z ważką


A teraz parę słów o głównej bohaterce, czyli o chryzokoli.

Ci, którzy śledzą mój fanpage, mieli ostatnio możliwość, zmierzenia się z zagadką, która, jak się okazało, wcale nie była taka prosta. Dlatego dziś, powiem Wam, jak nie dać się nabić w butelkę, kupując chryzokolę ;-).

Te dwa kamienie, które widzicie na zdjęciu poniżej to chryzokole. Tak, tak, oba kamienie!


Ten po lewej, to chryzokola rekonstruowana, czyli zrobiona ze stopionego w wysokiej temperaturze proszku lub drobnych kamieni, które zostają po obróbce naturalnej chryzokoli, poddana dalszej obróbce po powolnym schłodzeniu otrzymanego "kamienia". Jest to pastylka, która kosztowała ok. 3 zł. Tak naprawdę nie wiadomo co tam zostało przemielone i połączone ze sobą, więc z nazwaniem tego czegoś chryzokolą, byłabym bardzo ostrożna.
Ten po prawej to chryzokola naturalna. Po czym ją poznać? Otóż naturalna chryzokola jest zielona, zielononiebieska i niebieska, często osadzona w skale macierzystej (to te bure fragmenty wyglądające jak kamień z pola) i nie jest zbyt tania (mój kaboszon kosztował ok.60 zł). Powinna być też zabezpieczona powłoczką stabilizującą (jak turkus), ponieważ jest bardzo krucha – 2-4 w skali Mohsa. Czasem jest ona przerośnięta z kryształem kwarcu, wtedy można oszlifować je razem, a kwarc niejako „użycza” swojej twardości chryzokoli, dzięki czemu jest ona twardsza i trwalsza. Tak samo działają pozostawione w okazie (zwykle od spodu przy kaboszonach i od środka w koralikach) fragmenty skały macierzystej. Kupując chryzokolę, należy spodziewać się gładkiej, błyszczącej powierzchni – to dzięki stabilizatorowi, którym jest pokryta. W kaboszonach nie powinna dziwić surowa dolna część – szlifierze unikają niepotrzebnej obróbki delikatnych kamieni (czyli tak samo postępują z turkusem i malachitem), więc rzadko się zdarza, że tył jest wypolerowany na błysk. Nie warto narażać bardzo kruchego kamienia na pęknięcie w ostatniej fazie szlifowania, jeśli nie jest ono konieczne. Tak samo naturalną i normalną „skazą” są wspomniane fragmenty kwarcu (czyli występujące miejscowo w kamieniu przejrzystości) i skały macierzystej (czyli naszego „kamienia z pola”). Znacząco obniżają one koszt obróbki minerału, przez co możemy wykorzystać to, po co jubilerzy niechętnie sięgają. Chryzokola nie jest ich ulubionym kamieniem, głównie przez swoją delikatność i częste występowanie wtrętów w skale, ale czasem używają zrobionych z niej kaboszonów. Jeszcze wskazówka przy kupowaniu – jeśli w kamieniu nie ma żadnych ciemnych wtrętów, a nie kosztuje on zbyt wiele, to raczej nie będzie to chryzokola (źródło).


Mam nadzieję, że po tych wszystkich informacjach, którymi Was zasypałam, polubicie chryzokolę i użyjecie jej w swoich projektach. Mimo iż mam już swój chryzokolowo-ważkowy wisior, z pewnością jeszcze sięgnę po ten piękny minerał.
A jeśli chodzi o pastylkę po lewej stronie zdjęcia, to nie przekreślam jej. Choć nie natura ją stworzyła, tylko człowiek, doczeka się ona koralikowej oprawy ;-).


Kochane moje! Dziękuję Wam ogromnie za wszystkie Wasze komentarze i za to, że pomimo mojej długiej nieobecności, licznie do mnie zaglądałyście.
Miło mi również przywitać w moich progach kolejne obserwatorki.
Kończę, bo nazbierało mi się trochę zaległości ;-)

Ściskam Was mocno! Miłego dzionka :-)




niedziela, 7 maja 2017

Amandava - wisiorek z labradorytem

Labradoryty, to kamienie, które uwielbiam i którymi chyba nigdy się nie znudzę. Mam ich tyle, że wystarczy na kolejne ćwierć wieku ;-). Tak, że bądźcie przygotowane na to, że od czasu do czasu pojawi się tutaj jakaś praca z tym pięknym minerałem właśnie.


Któregoś dnia przeglądając swoje zasoby wszelkich kamieni jubilerskich, mój wzrok przyciągnął dość niepozorny labradoryt. W głowie od razu zrodził się pomysł na jego oprawę. Wyjęłam więc kamyczek z pudełka, wybrałam koraliki, ciemnozieloną taśmę z cyrkoniami i metalową bazę do bransoletki. Obszyłam kamień koralikami, przyłożyłam zieloną taśmę cyrkoniową i ... stwierdziłam, że to nie jest to. Nie pasowała mi do ognia labradorytu. Zamieniłam ją na różową o bardzo delikatnym odcieniu pomarańczu. Tym razem ogień kamienia idealnie zgrał się z odcieniem cyrkonii. Dalej obszywanie koralikami poszło szybko i sprawnie. Zresztą, co miało pójść nie tak, skoro oprawa jest prosta? Taka też z założenia miała być. Skromnie obszyty element już miałam przykleić do bazy na bransoletkę, gdy nagle odezwała się we mnie jakaś przekora i cały mój misterny plan wziął w łeb. W mej głowie cicho szepcząc, wewnętrzny głos prosił: Nie przyklejaj do bazy. Dorób pikotki i zrób wisiorek. Będzie ładniej!". No masz! Patrzę się na ten mój obszyty kamień i myślę co z tym fantem zrobić. Ostatecznie decyduję się posłuchać rozumu. Ufam zarówno swemu sercu, jak i rozumowi, więc robię wisiorek. Dokładam krawatkę w ślicznym ciepłym odcieniu złota i jedwabne sari, na którym wieszam wisiorek. A baza do bransoletki, dostanie zupełnie inny kamyczek :-).



Materiały: 30x14 mm kaboszon labradorytu, koraliki, 2,5 mm taśma z różowymi cyrkoniami, Miyuki delica w kolorze inside dyed rose pink DB 0070, Toho treasure oraz Toho 15/o w kolorze silver lined lt topaz, Toho 11/o w kolorze matte color dark olive, semi glazed raibow lemongrass oraz gold lined rainbow peridot, metalowa krawatka w kolorze złotym, jedwab sari w kolorze nude. Tył podszyty jasnozielonym super suede. Wielkość wisiorka wraz z krawatkę to ok. 6,5 x 3,5cm.


wisiorek z labradorytem, labradorite pendant






Miała być bransoletka, a jest wisiorek. Ot, tak czasem właśnie bywa, że pierwotny zamysł nagle ulega zmianie i rodzi się zupełnie coś innego. A Wam często się zdarza zmieniać koncepcję w trakcie pracy?


Dziękuję Wam bardzo za wszystkie komentarze zostawione pod poprzednimi postami, zwłaszcza pod postem z kolczykami Leiothrix II. Cieszę się ogromnie, że tak wielu z Was te kolczyki przypadły do gustu.
Majowa aura niestety wciąż płata nam psikusa, dlatego na nadchodzący tydzień życzę Wam, moje drogie, po prostu sporej dawki optymizmu! :-)

czwartek, 27 kwietnia 2017

Kolczyki Leiothrix II

Nic na to nie poradzę, że te maleńkie kwarce zawładnęły mym sercem i umysłem. Trudno walczyć zarówno z jednym, jak i z drugim. Musicie mi więc wybaczyć to, że od czasu do czasu, z małymi przerywnikami, będę Wam pokazywać jakieś prace z większym lub mniejszym kwarcem właśnie. Zresztą, uprzedzałam, że tak będzie ;-). 

Dziś chciałabym pokazać Wam kolejną parę kolczyków. Pierwszą wersję Leiothrixów mogłyście zobaczyć pod koniec marca. Teraz kwiecień dobiega końca, więc postanowiłam zrobić kolejną parę. A tak całkiem serio, to potrzebowałam biżuterii w kolorze żółtym i srebrnym. Niby biżuterii mam całe mnóstwo, ale jak przyjdzie co do czego, to przecież nie mam co na siebie włożyć ;-). Też tak macie? Właściwie kreacja sama podyktowała kolorystykę, więc za bardzo kombinować nie musiałam. Jest wiele odcieni żółci i srebra. U mnie zagościł żółty jonquil, który swoją nazwę zawdzięcza wiosennemu, cudownie pachnącemu, żółtemu żonkilowi, którym właśnie teraz możemy się cieszyć. Jonquilowe rivoli połączyłam z łezkami kwarcu w niemalże identycznym odcieniu oraz koralikami w kolorze niklu. W porównaniu do poprzedniej ta wersja Leiothrixów doczekała się też małej zmiany w postaci niewielkich kuleczek po bokach. Kolczyki są delikatne, nie za duże, lekkie i z pewnością efektowne. Świetnie sprawdzą się zarówno w codziennym użyciu, jak i na większe wyjście. Mnie ten wzór bardzo przypadł do gustu. A Wam?

Materiały: 10 mm rivoli w kolorze jonquil, 8x6 mm łezki kwarcu lemon, 3mm szklane kulki w kolorze niklu, koraliki Toho treasure w kolorze nickel oraz ceylon lemon chiffon, Toho 15/o w kolorze nickel, srebrne bigle.


kolczyki z rivoli i kwarcem, rivoli and quartz earrings




Nie byłam pewna, czy oby czarne tło na pewno podkreśliło rzeczywisty kolor kolczyków, więc nieco poeksperymentowałam. Niestety akurat nie miałam pod ręką świeżych żonkili, więc w kadrze znalazł się storczyk. Jakby nie było, kwiatek to kwiatek ;-).


kolczyki z rivoli i kwarcem, rivoli and quartz earrings



Mój brak zdecydowania nadal trwał, więc użyłam do zdjęć jeszcze klasyczne białe tło.


kolczyki z rivoli i kwarcem, rivoli and quartz earrings


Kochane! Nie przedłużając już, dziękuję za Wasze odwiedziny i pozostawione komentarze.Witam również nową obserwatorkę. A Wam życzę wspaniałej nadchodzącej majówki. Z wypoczynkiem, spacerem, grillem i dobrym towarzystwem. Niech Was ogrzewa wiosenne słoneczko! Do miłego! :-)




sobota, 15 kwietnia 2017

Wesołego Alleluja!


Życzę Wam, moje drogie,
aby te Święta Wielkanocne
wniosły do Waszych serc
wiosenną radość i świeżość,
pogodę ducha, spokój, ciepło i nadzieję.
Niech radosne Alleluja będzie dla Was
ostoją zwycięskiej miłości i niezłomnej wiary.
Niech pogoda ducha towarzyszy Wam
w trudzie każdego dnia,
a radość serca w czasie zasłużonego odpoczynku.

Wesołych Świąt!





Pieśń paschalna


Nie Kalwaria, nie Golgota,
ale chmura szczerozłota
i wiatr skory;
nie noc i cierń, ale słońce
i blaski się wplatające
w kędziory.
Na tej szczerozłotej chmurze
fruniesz - zwycięski - ku górze,
"Sprawca zachwytów";
lśni marszczona wiatrem szata,
a z szaty na Polskę spada
woń hiacyntów.
Za te cuda oczywiste
jakże ja Cię uczczę, Chryste?
Wierszem chyba.
Lecz patrząc na Twoją chwałę,
stanąłem i oniemiałem,
jak ryba.
Bo trudno ziemskim inkaustem
sprawy opisać przepastne:
wiatr i złoto -
chyba tylko oczy zadrzeć,
zasłuchać się i zapatrzeć
w szum odlotu.
Spójrzcie: nad Wieżą Mariacką!
Spójrzcie: już mały jak cacko
leci.
Wirują złociste koła.
Zieleń gra. Purpura woła.
RESURREXIT.

Konstanty Ildefons Gałczyński

1948


czwartek, 13 kwietnia 2017

Kolczyki Grenidor II


Chyba wszyscy doskonale znacie moje zamiłowanie do peyotowych kolczyków. Znacie też świetnie kolczyki Grenidor, które pokazałam Wam na początku tego roku.

Robiąc ostatnio porządki świąteczne, nie tylko te w szafach ;-), znalazłam wśród zdjęć, zdjęcia kilku prac, które powstały tak dawno, że najstarsi górale tego nie pamiętają,  a jakimś cudem, nie doczekały się prezentacji na blogu. Zastanawiałam się, czy je w ogóle pokazać, bo nie jest to nic nowego, ale ostatecznie doszłam do wniosku, że nikomu się krzywda nie stanie, jak ujrzą światło dzienne. 

Dziś chciałabym pokazać Wam kolczyki, które powstały na bazie mojego tutorialu na kolczyki Fagnano. Baza została wypleciona z czarnych koralików Toho oraz błękitno-turkusowych koralików Preciosa, które kolorystycznie pasują do rivoli w kolorze dark indicolite. Jak ja uwielbiam nazwy kolorów! :-D. Tak czy inaczej, spokojna w kolorystyce wrzecionowa baza dostała ozdobny element w postaci kryształka rivoli o przepięknym kolorze, obszytego dwoma rzędami czarnych koralików fire polish z efektem AB, czyli z efektem zorzy polarnej. Połączenie czerni i niebieskiego turkusu, to dość mocne, kontrastujące zestawienie. Jednakże moim skromnym zdaniem, wygląda naprawdę pięknie. Zgadzacie się ze mną?


Materiały: 10 mm rivoli w kolorze dark indicolite, 3 mm koraliki fire polish w kolorze jet AB, koraliki Toho 15/o w kolorze opaque jet oraz permanent finish galvanized aluminium, Toho treasure w kolorze opaque jet, koraliki Preciosa w kolorze turkusowym, metalowe posrebrzane sztyfty-kulki. 


kolczyki z kryształkami / kolczyki fagnano/ rivoli earrings





Nie będę Was dłużej zatrzymywać przy komputerze. Porządki same się nie zrobią, zakupy też nie. Świąteczne baby same się nie upieką i  żurek sam się nie ugotuje ;-)


Ściskam Was mocno ! Spotkamy się jeszcze przed świętami, więc póki co, życzeń Wam jeszcze nie składam.


środa, 5 kwietnia 2017

Multijuga - wisiorek z czaroitem

Dziś zamienię się w czarodziejkę, która postara się Was oczarować. Powiem Wam w tajemnicy, że mam nawet magiczną różdżkę. A jest nią.... Czaroit : -) 


Czaroit to stosunkowo młody minerał. Odkryto go w 1948 roku, ale oficjalną nazwę otrzymał dopiero w roku 1977. Można go znaleźć tylko w jednym miejscu na ziemi – w dorzeczu rzeki Czary we wschodniej Syberii. To zagadkowy minerał z gromady krzemianów o bardzo zmiennym składzie chemicznym, który nie jest do końca znany. Co jakiś czas odnajduje się w nim coraz to inne pierwiastki. Jego odcienie fioletu, aksamitna miękkość i mieszanina wtrąceń innych minerałów tworzących jakby wirujący wzór od razu budzą skojarzenia magiczno – mistyczne. Czaroit umiłowały sobie szczególnie osoby, które w różnych formach zajmują się odczytywaniem przyszłości. Czyli wróżki, jasnowidze i astrolodzy. Raczej nie wierzę w przepowiednie wróżek, nie czytam nawet horoskopów, ale czaroit otoczył mnie swoją magią. Oczarował mnie, zachwycił, zmącił me myśli, no po prostu przepadłam na amen ; -).

Mój czaroit to kaboszon w kształcie wachlarza. Chciałam, aby jego oprawa była prosta, podkreślająca kolor minerału. O ile ten kamień wygląda cudnie oprawiony w czyste srebro, tak oprawa w koraliki, nawet te pokryte prawdziwym srebrem, krótko mówiąc, rozczarowała mnie bardzo. Kamień wydawał się jakiś blady i nijaki. Na ten widok me serce zaczęło krwawić, więc czym prędzej, przystąpiłam do zmiany oprawy. Wybrałam tylko jeden kolor. Mocny, zdecydowany fiolet. Kamień obszyłam koralikami, po czym całość otoczyłam hematytem. Gotowy wisiorek powiesiłam na jedwabnym paśmie sari.


Materiały: 3x2,5cm czaroit, 4x2mm prostopadłościan hematytu, koraliki Toho treasure w kolorze inside color rainbow rosaline opaque purple lined, Toho 11/o w kolorze matte color andromeda, Toho 11/o oraz 15/o w kolorze higher metallic grape, Toho triangle 11/o w kolorze frosted metallic iris purple, jedwab sari w kolorze fioletowym, metalowe elementy wykończeniowe w kolorze srebrnym. Tył podszyty supersuede. Wielkość wisiorka wraz z krawatką ok.4,5x4 cm.



czaroit, charoit pendant

czaroit, charoit pendant



czaroit, charoit pendant

czaroit, charoit pendant



Chciałam Wam dzisiaj pokazać i nieco przybliżyć ten wyjątkowy minerał, jakim jest czaroit. Mam też cichą nadzieję, że swoim urokiem i Was zdołał, choć troszkę oczarować. Na koniec dodam tylko, że na całym świecie nie znajdziecie dwóch identycznych czaroitów ;-).

No to który minerał bierzemy teraz na tapetę???


Ściskam Was już w pełni wiosennie. Z serca też dziękuję za Wasze odwiedziny i komentarze. Do miłego! :-)



środa, 29 marca 2017

Kolczyki Leiothrix

Wiosna już się rozgościła. Słonko świeci tak, że aż miło. W człowieka od razu wstępuje nowa energia. We mnie też wstąpiła. Pomyślałam sobie, że trzeba by zrobić jaką nową biżuterię.  Taką świeżą, lekką, ale energetyczną. Skoro zimę żegnałam kolczykami Akrotiri, to i wiosnę postanowiłam kolczykami przywitać.

W mojej magicznej skrzyni z najprawdziwszymi skarbami ;-) od dawna skrywały się mleczne kryształki rivoli w kolorze miętowym. Z tejże samej skrzyni uśmiechały się do mnie cudowne maleństwa-fasetowane cebulki kwarcu w ciepłym, słonecznym odcieniu żółci. Przyznam się Wam, że zwariowałam na punkcie tych wszystkich kwarcowych cebulek, kropelek, łezek  itd. Te maluchy są takie urocze i mają przepiękne kolory. Gdybym tylko mogła, nosiłabym je wszystkie naraz :-D. Jednak w życiu umiar trzeba mieć. Zatem poprzestanę tym razem na jednej niewielkiej parze. Starałam się zachować umiar robiąc te kolczyki. Zależało mi na tym, aby ich forma nie była bogata czy wręcz przesadzona. Chciałam, by całą robotę, mówiąc kolokwialnie, odwaliły tutaj kolory. Świeże, lekkie, delikatne, pastelowe. Czyli takie, jakie ostatnio lubię najbardziej.

Materiały: 10 mm rivoli w kolorze mleczno-miętowym, 6x8 mm fasetowane cebulki kwarcu w kolorze żółtym, koraliki Toho treasure w kolorze silver lined grey, inside color rainbow crystal pale turquoise, trans rainbow lt topaz, Toho 15/o w kolorze silver lined grey, metalowe, antyalergiczne bigle. Wielkość kolczyków z biglami ok. 5x2 cm.


kolczyki z kwarcem i rivoli, quarz teradrop earrings, Miracolo




Tu kolczyki na ciemniejszym tle, z którym, jak pewnie zdążyłyście już zauważyć, mocno się ostatnio zaprzyjaźniłam ;-)

kolczyki z kwarcem i rivoli, quarz teradrop earrings,Miracolo



Na koniec parę informacji na temat kwarcu.
Jego nazwa pochodzi:
  • od starogermańskiego kwarr (quarz) = zgrzyt – tak określali ten minerał niemieccy górnicy,
  • lub słowiańskiego kwardy = twardy (kwarda = kwarzec),
  • lub od greckiego Krystallos = lód.

Kwarc to najbardziej pospolity minerał budujący skorupę ziemską. Cechuje go wyjątkowa twardość oraz odporność na ścieranie i wietrzenie. To wyjątkowo ciekawy, przezroczysty lub prześwitujący minerał o dość szerokim spektrum koloru. Często zawiera inkluzje gazowe, ciekłe oraz stałe. Inkluzje stałe, spowodowane przez różne minerały powodują zróżnicowanie barwy oraz wywołują ciekawe efekty optyczne, takie jak: asteryzm, iryzacja, opalescencja, awenturyzacja. Ktoś kiedyś policzył, że istnieje aż 40 odmian kwarcu. Ja aż tylu nie mam, ale same powiedzcie. Czy kwarc nie jest piękny???



Ściskam Was mocno i dziękuję za wszystkie przemiłe słowa, które zostawiłyście na moim blogu. Niech wiosna będzie z Wami! :-)



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...