środa, 21 września 2016

Lenticularis - earrings

Dzisiaj będzie post nieco inny niż dotychczas. Będzie bowiem o czymś, co nie jest doskonałe. O tym, że nie wszystko musi być perfekcyjne czy idealne, aby było piękne. Ale o tym za chwilę. Najpierw pokażę Wam kolczyki, które zrobiłam ot tak po prostu, bo mnie naszła ochota. Bo chciałam oderwać się na chwilę od oprawianych przeze mnie ostatnio kamieni. Bo niebo wciąż takie niebieskie. Bo lubię niebieski. Bo lato się kończy. Bo chciałam poprawić sobie nastrój. Bo, tych "bo" można by wymieniać bez końca... 
No dobrze. Do sedna. Zainspirowana pracami Neli Kabelovej, postanowiłam zrobić swoją wersję kolczyków. 14 mm rivoli o ciekawym odcieniu niebieskiego obszyłam koralikami Miyuki Delica w prawie identycznym kolorze oraz koralikami Toho cube, które świetnie się sprawdziły w tym wzorze. Dołączyłam też długie łańcuszki, bo po pierwsze stanowią przysłowiową kropkę nad i nadając kolczykom elegancji. Po drugie wysmuklają twarz i wydłużają szyję. No, a po trzecie pięknie wyglądają zarówno przy długich, jak i przy krótkich włosach.  Można by rzecz kolczyki wręcz idealne. Zgadzacie się z tym?


Materiały: 14 mm akrylowe rivoli w kolorze jasnoniebieskim, koraliki Miyuki Delica w kolorze luminous dusk blu DB2054, Toho 15/o w kolorze silver lined grey, Toho 11/o w kolorze metallic nebula, Toho cube 1,5 mm w kolorze metallic nebula, 4 mm fire polish w kolorze coated opaque blue, sztyfty oraz łańcuszek w kolorze jasnego srebra. Długość kolczyków wraz ze sztyftami to ok.9 cm. Szerokość ok 2,5. cm.


kolczyki z rivoli, rivoli earrings





A teraz będzie o tym, o czym nie można powiedzieć, że jest doskonałe. O akrylowych kryształkach-rivoli. Miałyście z takimi do czynienia? Używałyście ich w swoich pracach? Ja do tej pory używałam wyłącznie szklanych rivoli. Różnych producentów, ale zawsze o dobrej jakości. Tym razem sięgnęłam, po rivoli z akrylu, które kiedyś dostałam w prezencie. Ich ogromną zaletą jest śliczny kolor. Mleczny odcień błękitu. Powierzchnia i facetki również są ładne. Gładkie i bez zarysowań, czego można by się spodziewać po plastyku. Natomiast brzegi kryształków były w fatalnym stanie. Nierówne, poszarpane, ostro zakończone, co widać na zdjęciu poniżej. 




Na szczęście to akryl, więc papier ścierny poszedł w ruch. Wyrównałam brzegi, wygładziłam i tak przygotowane kryształki ubrałam w koraliki, dając im nowe życie. Chyba robię się sentymentalna, bo szkoda mi było je po prostu wyrzucić. Dzięki zabiegom upiększającym przeszły małą metamorfozę. Nie widać też wcale, że kryształki nie są szklane. Moim zdaniem warto było włożyć odrobinę wysiłku i troszkę nad nimi popracować. Według mnie kolczyki prezentują się wyjątkowo ładnie.




Jeśli macie w swoich zasobach jakieś niedoskonałe przedmioty, nie spisujcie ich od razu na straty. A nuż, uda się wam wyczarować z nich coś ślicznego ;-)


Życzę Wam więc wielu wspaniałych pomysłów. Nie tylko tych biżuteryjnych. 
            Dziękuję również za odwiedziny i pozostawione komentarze :-).
                            Ściskam Was mocno! Miłego dnia! :-)




piątek, 9 września 2016

Heliodoxa - agate druzzy pendant

Moje pudełko z minerałami skrywa prawdziwe skarby. Stanowczo zbyt długo leżały w zamknięciu. Powoli więc, aczkolwiek sukcesywnie wyciągam je, napawając się ich urodą i obmyślając plan, jakby je tu najkorzystniej oprawić. Wierzcie mi, że czasami miewam z tym problem, bo niektóre kamienie mają różnorakie barwy, albo różną fakturę i po prostu muszą dostać oprawę, podkreślającą ich walory.

Chciałam Wam dzisiaj pokazać kamień, a raczej kamyczek, który zaczarował mnie od pierwszego wejrzenia. Choć chyba w tym przypadku słowo "ujrzenia", byłoby bardziej odpowiednie. Mowa o agacie. Zaskoczone? Tak, tak o agacie właśnie. O niezwykłym agacie druzzy, pokrytym warstwą tytanu. Mieniącym się holograficznymi barwami zieleni i fioletu. Określenie "druzzy" pochodzi od słowa druza, czyli widocznej pustki w skale, na ścianach której rozwinięte są prawidłowo wykształcone kryształy minerałów. W jubilerstwie najczęściej spotykamy kamienie o równiutkiej, gładkiej powierzchni. W przypadku druz powierzchnia kamienia najczęściej częściowo pokryta jest warstwą kryształków. Od drobnych, przypominających ziarna piasku, po grubsze, tzw. szczotki krystaliczne. 
Jak już wspominałam, mój agat to maluszek, który sam w sobie już zachwyca. Nie chciałam go stłamsić wyszukaną oprawą. Wybrałam najprostszą z możliwych. Obszyłam go koralikami bardzo zbliżonymi do jego kolorystyki. Aby podkreślić jego duszę, dodałam taśmę cyrkoniową w kolorze fuksji.  Róż pięknie podkreślił i dopełnił fiolet oraz zieleń. Brzeg wykończyłam dyskretnie, koralikami w rozmiarze 15/o. Wisiorek jest delikatny, kobiecy i elegancki. Moim skromnym zdaniem, oczywiście ;-).


Materiały: 1,8 x 1,2 cm agat druzzy pokryty tytanem , koraliki Miyuki Delica w kolorze opaque mallard luster DB 0254 oraz  matte transp. dk green AB DB0850, koraliki Toho 15/o w kolorze higher metallic grape, 2,5 mm taśma z cyrkoniami w kolorze fukcji, 3mm naturalny rzemień w kolorze morskim, metalowa krawatka w kolorze jasnego srebra, supersuede w kolorze różowym do podszycia tyłu. Wielkość wisiorka wraz z krawatką to ok. 4 x 2,2cm.

wisiorek z agatem druzy, agate pendant









To jeden z mniejszych kamieni, które oprawiałam koralikami. Bez wątpienia przyciągający uwagę. Cudownie mieniący się niczym ptasie piórka. Piórka najmniejszego ptaszka na świecie. Ten wisiorek to taki mój maleńki koliberek ;-).

A teraz parę ciekawostek na temat kolibrów.
To, że są to najmniejsze ptaszki, wie już  każdy dzieciak. Ale czy wiecie, że:
  • Skrzydła kolibra w chwilach szczególnej aktywności mogą trzepotać z częstotliwością 200 uderzeń na sekundę.
  • Im mniejszy gatunek, tym większa częstotliwość uderzeń skrzydeł.
  • Kolibry żyją do 8 lat.
  • W pewnych okolicznościach niektóre kolibry latają z prędkością 115km/godz.
  • Najmniejszym z kolibrów jest ważący zaledwie 1,6 - 1,8 cm trzmielak. Jego długość rzadko przekracza 5 cm, z czego połowa przypada na dziób i ogon.
  • Największy jest koliber wielki, który osiąga 20 cm długości.
  • Jeden z gatunków, ważący zaledwie 4 gramy koliber zwyczajny może podczas nieprzerwanej wędrówki przemierzyć 8000 km.
  • Serce kolibra uderza 1000 razy w ciągu minuty, ptak w tym czasie bierze oddech około 250 razy.
źródło: http://dinoanimals.pl/zwierzeta/koliber-najmniejszy-ptak-swiata/

Niesamowite, prawda? Nie wiem jak Wy, ale ja jestem pod wrażeniem :-).


Kończąc dzisiejszy post, dziękuję Wam za wszystkie pozostawione komentarze. Sprawiacie mi nimi ogromną radość i motywujecie do dalszej pracy :-). 
Jeśli nabiorę śmiałości, być może pokażę Wam moje ostatnie, zupełnie niebiżuteryjne poczynania. W końcu "nie samym chlebem człowiek żyje " ;-)
Tymczasem ściskam Was mocno. Do następnego postu! :-)



środa, 31 sierpnia 2016

Grauortolan - labradorite brooch

Ostatnio, w mojej głowie kłębi się tak wiele różnych myśli, rodzi się tak wiele pomysłów, że chyba zacznę je zapisywać, bo spamiętać wszystkich nie jestem w stanie. Musiałam troszkę uporządkować ten myślowy bałagan, uspokoić panujący chaos, a że nie ma na to lepszego "lekarstwa" jak koraliki (firmy farmaceutyczne powinny się nimi zainteresować, bo chyba to jeden z najskuteczniejszych specyfików na różne dolegliwości ;-) ), więc sięgnęłam po moje koralikowe i kamyczkowe zbiory. Nagromadziło mi się tego tak dużo, że o niektórych kamieniach zdążyłam zapomnieć. Serio! Zapomniałam, że mam labradoryt o pięknym pomarańczowo-różowym ogniu. Jak ja mogłam do tej pory chować go na dnie pudełka?! Nie mogłam i nie powinnam. Tak piękny kamień, o tak ciekawym wnętrzu powinien przyciągać wzrok, a nie zalegać w jakichś ciemnościach. Labradoryt ma nieregularny kształt, co według mnie czyni go przez to jeszcze ciekawszym. Przypomina mi małego ptaszka. Uwielbiam spędzać czas na łonie natury. Obcowanie, podglądanie, a właściwie obserwowanie przyrody wycisza mnie, relaksuje i uspokaja. Uwielbiam oglądać tańczące wokół kwiatów owady. Słuchać śpiewu ptaków o poranku czy zmierzchu. Obserwować ich zachowanie. Dzięki temu wiem, że zarówno w moim ogrodzie, jak i miejskich parkach żyją nie tylko wróble czy sikorki ;-). Uznałam, że atrybuty ptasiego  kamienia odda wyłącznie prosta, minimalistyczna oprawa. Dlatego też postawiłam na koralikowy koszyczek i taśmę z cyrkoniami w kolorze podkreślającym, a zarazem harmonizującym z ogniem labradorytu. Czy trzeba czegoś więcej?


Materiały: labradoryt kaboszon, koraliki Miyuki Delica w kolorze transp.lt topaz gold luster DB0115 oraz inside dyed rose pink DB0070, koraliki Toho 15/0 w kolorze gold lustered transparent pink, Toho 11/o w kolorze inside color crystal-dark coral lined, 3 mm taśma cyrkoniowa w kolorze łososiowym. Tył broszki podszyty jest supersuede w kolorze czekolady oraz wyposażony w zapięcie z blokadą. Przybliżona wielkość broszki to 3x5 cm.



broszka z labradorytem, labradorite brooch






Jak widzicie na powyższych zdjęciach, oprawiony labradoryt stał się nie za małą, ani nie za dużą broszką, która świetnie wygląda zarówno na jasnym, jak i na ciemnym tle. Będzie się zatem pięknie prezentować na takiej właśnie odzieży. Czy będzie to mięciutki szal, ciepły sweterek, elegancka koszula, klasyczny żakiet czy też płaszcz, broszka będzie wspaniałą ozdobą, która przyciągnie niejedno spojrzenie.

Achhh zapomniałabym! Mówiłam Wam dzisiaj o mojej  przyrodniczo-ptasiej inspiracji, ale nie zdradziłam żadnych konkretów. Już się poprawiam :-). Proszę bardzo. Oto ona.
Kowalik, którego "upolowałam" w parku, niedaleko mojego domu:



Kochane! Jeśli tylko możecie, spędzajcie czas na świeżym powietrzu i podglądajcie otaczający nas świat. Jestem pewna, że flora i fauna odkryje przed Wami wiele swoich tajemnic.



Kończąc dzisiejszy post, dziękuję Wam za Wasze ciepłe słowa w postaci komentarzy. Do zobaczenia w kolejnym, powakacyjnym już poście.  Ściskam Was mocno! :-)




środa, 17 sierpnia 2016

Rogenbogen II

Witajcie kochane po wakacyjnej przerwie! :-) 
Odpoczęłam, zregenerowałam siły, coś tam w międzyczasie potworzyłam, a teraz powoli wracam do wirtualnego świata i naszej blogosfery. 

Moje ostatnie posty pokazywały biżuterię w letnich, pastelowych, owocowych kolorach. Postanowiłam kontynuować ten wątek i zdecydowałam, że dziś również pokażę Wam coś utrzymanego w tym klimacie. Będzie baaarrddzzooo kolorowo :D. Ale i komfortowo, bo bransoletki na bazach nunn nosi się naprawdę rewelacyjnie. Ja  je po prostu uwielbiam. Tę zrobiłam z myślą o sobie. Chciałam mieć coś w jasnych, pastelowych kolorach. Coś, co będzie mi pasowało do wielu letnich kreacji. A że lubię bransoletki, więc szybko wzięłam się do pracy. Lubię też sięgać po sprawdzone wzory. Już kiedyś zrobiłam podobną bransoletkę, tylko w innej kolorystyce (KLIK) i z miejsca się w niej zakochałam. Ponownie zdecydowałam się na świetny wzór Agnieszki Zielińskiej-THila-art, dostosowałam go tylko do szerokości swojej bazy. Nie lada wyzwaniem okazał się odpowiedni dobór aż 24 kolorów, które miały znaleźć się na tej bransoletce. Łatwo nie było, ale ostatecznie poradziłam sobie z tym wyzwaniem ;-). 
Nie będę Was dłużej męczyć zbędnym tekstem. Zdjęć bransoletki jest sporo, bo z każdej strony wzór jest inny. Można by zaryzykować stwierdzenie, że dzięki temu bransoletka jest niczym kameleon, zmieniający swoje ubarwienie ;-). 



Materiały: koraliki Miyuki Delica oraz Toho Treasure w 24 kolorach, metalowa baza z rantem. Średnica wewnętrzna bransoletki 6,5 cm. Szerokość ok. 1 cm.



bransoletka na bazie nunn









Pozdrawiam was bardzo słonecznie  i idę sprawdzić, co nowego stworzyłyście, pod moją nieobecność :-)
                                                  Do zobaczenia wkrótce! :-)



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...