czwartek, 27 października 2016

Palmanova


Zwykle opowiadam Wam o kolejnym biżuteryjnym projekcie. Dzisiaj też opiszę w kilku słowach i pokażę, co ostatnio zmajstrowałam, ale chciałabym zacząć od czegoś zupełnie innego. Opowiem Wam najpierw o pewnym "cudzie architektonicznym", który stał się inspiracją do mojej pracy. 

Włochy to przepiękny kraj z niesamowitą architekturą i wszystkim dobrze znane, choćby z opowieści, są zabytki Rzymu, Florencji, Wenecji, Turynu, Pizy czy innych regionów i miast. A czy słyszałyście kiedykolwiek o miasteczku zwanym Palmanova? To stare, renesansowe miasto. Miasto idealne. W okresie renesansu w mieście idealnym miała być zachowana niezwykła symetria ulic i kształtów. Wielkość placów miała odpowiadać szerokości ulic, a te miały wpływ na wysokość kamienic. Chodziło o zachowanie wyjątkowej symbiozy pomiędzy władzą, duchownymi, szlachtą, a mieszczanamiTemu trudnemu zadaniu, sprostał włoski architekt Vincenzo Scamozzi. Na zlecenie Wenecjan w XVI w. zaprojektował miasto idealne-Palmanovę. W centrum miasta znajduje się sześciokątny plac (Piazza Grande), z którego wychodzą gwieździście ulice. Główne ulice miasta mają taką samą długość i szerokość (równe 14 metrów szerokości). Trzy z nich prowadzą do bram miasta - Borgo Udine, Cividale i Aquileia, a pozostałe do wejść na mury obronne.  Całość miasta otoczona jest murem i obwałowaniami w kształcie gwiazdy. Palmanova miała być nie tylko piękna, ale i zdolna przetrzymać ataki wojsk tureckich. Forma gwiaździstego fortu ułatwiała obronę miasta-fosy (mokra i sucha), dziewięć bastionów czy liczące 7 km długości dwa pierścienie murów obronnych stanowiły przeszkodę nie do sforsowania. Jeśli spojrzycie na to miasto z lotu ptaka, zobaczycie, że przypomina ono płatek śniegu! :-)

Kiedy w moje ręce wpadł metalowy filigran, wiedziałam od razu, że moja praca, podobnie jak Palmanova, będzie pełna harmonii i symetrii. Będzie zaplanowana i przemyślana od początku do końca. Będzie to takie moje małe dzieło idealne ;-).Tak oto powstał filigranowy wisior...

Materiały: 56 mm metalowy filigran w kolorze starego złota, 3 mm koraliki fire polish w kolorze jet AB, koraliki Toho 15/o w kolorze trans rainbow teal, metallic nebula, opaque blue turquoise, gold lustered transparent pink, Toho 11/o w kolorze metallic nebula, łańcuszek rollo w kolorze starego złota. supersuede w kolorze turkusowym. Wielkość głównego elementu ok. 6 cm. 



Wisiorek z filigranem, mandala,  filigree pendant

Wisiorek z filigranem, mandala,  filigree pendant








Wisior, choć dość pokaźnych rozmiarów, jest lekki niczym piórko. Mając go na szyi, prawie nie wyczuwamy jego ciężaru. Ażurowy filigran, geometryczna symetria, kolorystyka utrzymana w podobnej tonacji oraz misternie przyszyte koraliki sprawiają, że  jest delikatny niczym koronka z włoskiej wyspy Burano.

Mam nadzieję, że dostarczyłam Wam nie tylko odrobiny wrażeń wizualnych, ale i paru ciekawostek ;-)


        Kończąc dzisiejszy post dziękuję za Wasze odwiedziny                       i wszystkie przemiłe komentarze. 
          Miło mi również przywitać nową obserwatorkę. 


Ściskam Was mocno! I do kolejnego postu! :-)




P.S Ten piękny filigran znajdziecie w sklepie Royal-Stone. Przypominam, że jeśli robiąc zakupy, wpiszecie kod MIRACOLO12, otrzymacie 12% upust.


poniedziałek, 17 października 2016

Laomedeia

Choć nie wiem, jak bardzo bym się starała, to nie potrafię oprzeć się urokowi labradorytów. No nie i już. Mają taki wpływ na mnie, że po prostu nie jestem w stanie przestać się nimi zachwycać. Oczywiście zdarzają się również okazy mniej urodziwe i takich absolutnie nie należy z góry skreślać, tylko zwyczajnie dać im szansę, ale ja staram się wyszukiwać te wyjątkowe. Można by rzecz perełki wśród labradorytów ;-). Właśnie taka "perełka" mi się trafiła. I to całkiem pokaźnych rozmiarów. Oczarował mnie ten labradoryt swoim niesamowitym ogniem. Wierzcie mi na słowo, bo zdjęcia, choć bardzo się starałam, nie są w stanie pokazać tej gry kolorów. Złota muskającego lazurowy turkus aż po szafirowy błękit oraz antracytowo-czarnych paseczków o różnej szerokości, goniących niedościgniony czas aż po krańce wyobraźni. Ten spektakularny, barwny taniec musiał dostać skromną oprawę. Taką, która nie zgasi, a wyeksponuje piękno kamienia. Kiedy skończyłam obszywanie, przeszło mi przez myśl, że może wisiorek wyszedł jednak zbyt skromnie. Że może by mu dorobić jakieś frędzle, rozbudować formę, doszyć jeszcze parę koralików... Wyobraźnia wciąż podsuwała mi nowe pomysły. Jednak jakiś głos wewnętrzny kazał mi się powstrzymać. Po prostu serce nie chciało słuchać tego, co podpowiada rozum ;-). Nie wiem, czy dobrze zrobiłam, ale postanowiłam pozostać przy minimalizmie, prostocie, gdyż zależało mi na tym, by móc nosić ten wisior na co dzień, a nie tylko od święta. A Wy co o tym myślicie?


Materiały: 4 x 3,5 cm labradoryt, koraliki Toho treasure w kolorze metallic nebula, Toho11/o w kolorach bronze oraz metallic nebula, Toho 15/o w kolorze gold lustered transparent pink,  koraliki Miyuki Delica w kolorach transp.lt. topaz gold luster DB0115 oraz luminous dusk blue DB2051, 2 mm taśma z cyrkoniami w kolorze capri blue. naturalny 3 mm rzemień, metalowe zapięcie w kolorze starego złota. Wielkość wisiorka wraz z krawatkę to ok. 6,5 x 5 cm. Długość rzemienia 45 cm.



wisiorek z labradorytem, labradorite pendant




Powiem Wam prawdę. Ten wisiorek wygląda dobrze zarówno na ciemnym, jak i na jasnym tle. Jednak zdecydowanie najlepiej wygląda na szyi :-). Zdjęć na szyi się nie doczekał, ale na jasnym tle tak.





  
Troszkę mnie mniej teraz na blogu, bo pracuję nad czymś zupełnie nie biżuteryjnym, co wymaga czasu, precyzji i anielskiej wręcz cierpliwości. Wybaczcie mi więc, że nie zawsze jestem na bieżąco z Waszymi postami i pięknymi pracami. Jak tylko skończę to "wiekopomne dzieło" - pożeracza mego czasu, to kto wie? Może już niedługo, będziecie mogły poznać mnie jeszcze z nieco innej strony ;-)



Dziękuję za każde Wasze ciepłe słowo, pozostawione pod postami i za to, że do mnie zaglądacie. Witam też, w moich skromnych progach, kolejne obserwatorki :-)

Ściskam Was mocno i życzę udanego tygodnia! :-)



piątek, 7 października 2016

Holi


Holi to hinduistyczne święto radości i wiosny. Nazywa się je też Festiwalem Kolorów. W trakcie tego święta obrzuca się przyjaciół kolorowymi farbami. Spokojnie! Ja tu nikogo niczym obrzucać nie będę ;-). Mamy też jesień nie wiosnę. Kolory zaraz będą coraz bardziej zgaszone, ale zanim to nastąpi, cieszmy oczy różnorodnymi barwami. Chciałam Wam dziś pokazać kawałek Indii w postaci jedwabnych wstążek sari,  odcieni fioletu i pomarańczu przenikającego w delikatne bordo oraz pięknej ceramiki. Chciałabym też podzielić się z Wami swoją radością. Moim maleńkim świętem, ale o tym za chwilę.
Na poniższych zdjęciach widzicie bardzo prostą bransoletkę. Taką w stylu boho. Zrobiłam ją w trybie praktycznie ekspresowym. Ceramiczną kulę połączyłam z metalowym koronkowym elementem. Dołączyłam do tego wstążkę sari ... I tadam! Gotowe! Powiem Wam szczerze, że gdy pierwszy raz wzięłam do ręki kawałki sari, nie wywarły one na mnie dobrego wrażenia. Ot taki kawałek szmatki -pomyślałam. Jednak z czasem mój pogląd uległ całkowitej zmianie. Jedwab to materiał szlachetny. Delikatny w dotyku, lekko śliski. Owszem, gniecie się, ale w tym przypadku to raczej jego zaleta niż wada, bo takie wstążki wyglądają po prostu ciekawiej. Jedwab możemy rozprostować bez prasowania. Wystarczy go zwilżyć wodą i pozostawić do wyschnięcia, co odbywa się naprawdę bardzo szybko. Oczywiście możemy go potraktować żelazkiem. Uzyskamy wówczas proste, piękne wstążki. Ja jednak wolę takiego właśnie "gnieciucha". A Wy?


Materiały: jedwabne wstążki sari, 2,5cm ozdobny element metalowy, ceramiczna kula oraz metalowe elementy wykończeniowe. Długość bransoletki ok. 19cm.




bransoletka z jedwabiu sari, sari silk ribbon bracelet



Bransoletka bardzo ładnie układa się na ręce, a sari delikatnie oplata nadgarstek.

Do bransoletki dorobiłam proste, klasyczne kolczyki.



W komplecie prezentuje się to mniej więcej tak:


Na łamach bloga Royal-Stone - akcesoria do tworzenia biżuterii, pojawił się wczoraj wpis przedstawiający moją osobę, jako jedną z uczestniczek konkursu "Polecam RoyaLove". Znacie mnie już dobrze, ale zawsze możecie poznać jeszcze lepiej ;-). Ja i moja "czarna pantera" zapraszamy serdecznie:

 MIracolo polecam RoyaLove

Przypominam też, że jeśli w trakcie składania zamówienia w sklepie Royal-Stone, użyjecie kodu


 royal-stone


otrzymacie 12 % rabat na zakupy. Jeśli posiadacie rabat VIP, wówczas oba rabaty zsumują się do kwoty przypisanej konkretnemu produktowi.


Dziękuję Wam za Wasze odwiedziny i komentarze. Cieszę się ogromnie, że do mnie zaglądacie :-)

Judytko, Tobie dziękuję szczególnie ;-)

Ściskam Was mocno i życzę udanego weekendu! 


sobota, 1 października 2016

RoyaLove - czyli królewska uczta rabatowa

Jestem pewna, że podobnie jak ja, uwielbiacie kamienie, perły, koraliki i te wszystkie inne biżuteryjne akcesoria. Mogę powiedzieć, że już nie wyobrażam sobie życia bez nich. Najgorzej jest jednak kiedy wybieram się do sklepu, czy to stacjonarnego, czy też  internetowego na zakupy. Wybór jest tak ogromny, że wszystko chciałoby się mieć. Gdy zobaczę kamień, który mnie z miejsca oczaruje, wszystko inne przestaje się liczyć. Po prostu muszę go mieć i basta! Przyznam się Wam, że tak się dzieje nie tylko z kamieniami. Gdy widzę te wszystkie cudowności, oczy same się śmieją, serce bije intensywniej, a oddech przyspiesza samoistnie. Staram się w miarę możliwości robić zakupy rozsądnie, rzadko ulegając pokusom, ale gdy przychodzi do płacenia, jakaś gula rośnie mi nagle w gardle, a portfel krzyczy, że nie podoła. Oj, jak serce wówczas krwawi. Też tak macie? Znacie ten ból?


No to mam dla Was niespodziankę. Taki środek przeciwbólowy, żeby Was już serce więcej nie bolało w trakcie biżuteryjnych zakupów i żebyście mogły koszyki wypełnić po same brzegi :-)


 RoyaLove

Wraz ze sklepem Royal-Stone przygotowałam dla Was aż  12% rabat  na wszystkie produkty dostępne na stronie sklepu.


 A teraz szczegóły promocji:
Akcja trwa: od 1 października do 31 grudnia 2016 roku. Począwszy od dziś aż do końca roku, możecie więc szaleć od woli ;-)

Każdy może z niej skorzystać. Każdykogo dopadnie chęć posiadania pięknych kamieni, koralików i wszelkich innych biżuteryjnych akcesoriów :-)

Dostaniecie  12% zniżki, gdy w trakcie składania zamówienia (tuż pod listą przedmiotów w koszyku) wpiszecie poniższy kod ( znajdziecie go także na banerku w prawej kolumnie bloga).


 royal-stone


Jeśli macie już swój VIP-owski rabat w Royal-Stone, to macie podwójne szczęście, ponieważ oba rabaty łączą się ze sobą (do wysokości rabatu przypisanego do danego artykułu).

I jeszcze jedna, bardzo ważna informacja.

Nie ma ograniczeń co do ilości użycia kodu rabatowego. Przez najbliższe trzy miesiące możecie go wykorzystać tyle razy, ile dusza zapragnie. Raz, pięć, dziesięć albo i sto. Za każdym razem, gdy najdzie Was ochota na zakupy w Royal-Stone!




 royal-stone


Na tym jeszcze nie  koniec niespodzianek. Oprócz kodów rabatowych każda z blogerek, biorących udział w tej akcji, przygotowała dla Was tutorial. Będziecie więc mogły nabyć zarówno nową wiedzę, jak i wypróbować swoje umiejętności :-).


Tymczasem żegnam się z Wami i zapraszam  do częstowania się kodem rabatowym. Udanych zakupów! :-)




Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...