czwartek, 28 kwietnia 2016

Bransoletki z siatki jubilerskiej II

Mam na warsztacie projekt, którego realizacja potwornie opornie mi idzie. Nie to, że nie mam weny czy pomysłu. Wszystko jest. Gotowy projekt, wena tylko z zapałem jakoś gorzej, bo co się wezmę za robotę. nie wygląda to tak, jak sobie założyłam. Więcej pruję niż szyję. Nie wiem, jak to się dzieje, ale jedne projekty idą jak z płatka, nawet jeśli mamy tylko ogólne założenie co do ich ostatecznego wyglądu, a inne, jakby się przeciwko nam sprzysięgły, robią wszystko, by cel nie został osiągnięty. Ale ja swój założony cel osiągnę. Może nie od razu, ale małymi kroczkami, powolutku ;-). Zanim to jednak to nastąpi, pokażę wam dziś taki mały "przerywnik". 
Wiele pań uwielbia bransoletki typu Stardust. Dla wielu jest to po prostu obowiązkowy must have. I ja uległam czarowi maleńkich diamencików, które wypełniają siatkę. Lubię zabawę kolorami. Fascynujące jest też to, że diamenciki w określonym kolorze, potrafią zmienić odcień, w zależności od koloru siatki. Taki mały hokus-pokus.  Gdyby ktoś chciał samodzielnie wykonać bransoletkę z siatki jubilerskiej, to przypominam o moim TUTORIALU, który jest do waszej dyspozycji. 
Dziś chciałam pokazać wam komplet składający się czterech bransoletek. Szafirowej, niebieskiej, seledynowej i w kolorze fuksji. Pierwszą, granatową siatkę wypełniłam szafirowymi diamencikami. Drugą, szarą, jasnoniebieskimi. Trzecią, również szarą siatkę, wypełniają seledynowe kryształki. Do ostatniej, fuksjowej siatki wsypałam koraliki w tym samym kolorze. Wszystkie bransoletki wyposażyłam w magnetyczne zapięcie. Taki zestaw bransoletek można założyć, chociażby do takich kolczyków, czy do tego wisiora. Można je też nosić solo, bez towarzystwa innej biżuterii. Jak kto woli i do woli ;-).


Materiały : siatka jubilerska o średnicy 8mm, akrylowe diamenciki w czterech kolorach, metalowe zapięcie magnetyczne w kolorze srebrnym. 








Pierwotnie miał być to taki oto zestaw, pozbawiony różu. Zależało mi na delikatnej, spokojnej kolorystyce oraz efekcie cieniowania. Czyli, jak kto woli, modnym efekcie ombre. Oczywiście ten zestaw jest nadal do noszenia ;-)





Kończąc dzisiejszego posta, chciałabym jeszcze wspomnieć o miłym wyróżnieniu, które otrzymałam ostatnio od Betki z bloga Antidotum-Beading. Elu, z całego serca dziękuję ci za to wyróżnienie i miłą niespodziankę, jaką mi nim sprawiłaś :)
Nagrodę przyznaje się twórcom rękodzieła za wysiłek i kreatywność w różnych dziedzinach twórczości i przedstawicielom różnych kultur. Osoba, której blog został wyróżniony (jeśli chce się bawić, bo nie musi) zamieszcza u siebie na blogu poniższy baner oraz wybiera-nominuje 15 blogów, którym przyznaje wyróżnienie. 
Nie będę typować 15 blogów, bo uważam, że takie wyróżnienie należy się moim blogowym koleżankom, z którymi wymieniamy się swoimi opiniami i komentarzami. Są to wspaniałe, bardzo kreatywne i pełne pasji osoby, Dziewczyny, wyróżnienie trafia do was, więc częstujcie się nim, proszę :-)





Zrobiło się późno. Mam nadzieję, że was nie zamęczyłam dzisiejszym postem. 

Dziękuję wam z całego serca za wszystkie komentarze pod poprzednim postem. Sprawiacie mi mini ogromną radość i dajecie kopa do dalszej twórczości.
Ściskam was i życzę dobrej nocki :-)


środa, 20 kwietnia 2016

Honbeni

Miałam wam pokazać coś twórczego, napisać jakiegoś mądrego posta, ale dzień tak szybko zleciał, że nawet się nie obejrzałam. A teraz księżyc w pełni zagląda mi przez okno.
Będzie zatem krótko, prosto i mało kreatywnie ;). Jak wiecie, bardzo lubię chwosty. Pomyślałam sobie, że skoro mój wisior, można pozbawić frędzlowej zawieszki, to to, co odepniemy, można przenieść wyżej i pomnożyć przez dwa. Jednym słowem można do tego wisiora założyć chwostowe kolczyki. O kolczykach chyba nie ma co się rozpisywać, wychwalając ich zalety pod niebiosa. Są modowym hitem tego roku. Kolczyki z frędzlami podbiły serca polskich gwiazd. To najgorętszy i obowiązkowy dodatek tego sezonu. Kolczyki te są tak wyraziste, że nie sposób ich przeoczyć. Gwiazdy takie jak Natalia Siwiec, Margaret czy projektantka Lana Nguyen, chętnie po nie sięgają. Mając na sobie taką biżuterię, z pewnością wyróżnimy się w tłumie. 
O jedwabne czy też wiskozowe chwosty, czy to w postaci kolczyków, czy wszelkich zawieszek, trzeba odpowiednio zadbać. Pomijam tutaj chwosty wykonane z tańszych materiałów, które szybko mogą stracić swój kształt i brzydko się "skudłaczyć". Niestety, często i te jedwabne czy wiskozowe chwosty nie jesteśmy w stanie uchronić przed zagnieceniem, lub deformacją pojedynczych nitek. Takiego zwichrowanego chwosta nie spisujmy, broń Boże, na straty. Aby przywrócić mu pierwotny wygląd, potraktujmy go gorącą parą z żelazka. Uwaga! Nie poparzcie się ! Starajmy się też w odpowiedni sposób je przechowywać. Ja swoje najpierw owijam bibułką, a dopiero potem chowam do woreczka strunowego. Jeśli będziemy dbać o chwosty, z pewnością posłużą nam przez długi, długi czas.



Materiały : 65 x 6mm wiskozowy chwost w kolorze fuksji, 4mm kulki agatu brazylijskiego, koraliki Toho treasure w kolorze metallic nebula oraz galvanized orchid, Toho 15/o w kolorze permanent finish galvanized aluminium, metalowe sztyfty w kolorze srebra. 


kolczyki zchwostem, tassel earrings







Chwosty występują w wielu przepięknych kolorach. Każda kobieta znajdzie taki, który spełni jej oczekiwanie. Z mojej strony dodam tylko, że jedwabne i wiskozowe chwosty delikatnie pieszczą szyję przy każdym ruchu głowy. Czy uda się wam oprzeć ich urokowi? ;-)



Pozdrawiam was gorąco . Dziękuję też za wszystkie ciepłe słowa pod adresem moich prac :)
                                               Ściskam was. Do miłego! :-)



P.S Do wisiorka i kolczyków przygotowałam jeszcze coś pasującego. Ale, że nocka już w pełni, więc o tym następnym razem ;-)

wtorek, 12 kwietnia 2016

Flabellina


Lubicie cukierki?  Mój agat malinowy wygląda jak smakowita landrynka i patrząc na niego trudno się oprzeć pokusie jego skosztowania. Wszyscy jednak dobrze wiemy, że słodycze, bynajmniej ich nadmiar, szkodzą nie tylko zębom, ale i zdrowiu. Mając więc na uwadze dobro swojego uzębienia, nie zaryzykowałabym schrupania tego agatu ;-). Za to biorąc wisior do ręki, mogę go bezkarnie chrupać oczyma, ile tylko dusza zapragnie. Zęby ostaną się w całości, a i zbędnych kilogramów nie przybędzie ;-).

Żarty, żartami, a tu czas przejść do konkretów.


Agat to jeden z najstarszych znanych człowiekowi minerałów. Cenili go starożytni Sumerowie i Egipcjanie, przez których był wykorzystywany do wyrobu amuletów, naczyń obrzędowych oraz biżuterii.  Jego nazwa pochodzi od rzeki Achates (dzisiejsza nazwa Dirillo) na południu Sycylii we Włoszech, skąd pochodzą pierwsze odkryte kamienie. Potrafi zachwycać niezliczoną ilości odcieni. Już od czasów starożytności wiele jego odmian  sztucznie się barwi
Taki też jest i mój agat. Został zabarwiony na śliczny malinowy kolor, jednocześnie zachowując swoją "przejrzystość". Uwielbiam takie kamienie. Skrywające w sobie jakąś tajemnicę, coś niedopowiedzianego, a jednocześnie zachwycającego. Nie chciałam pozbawiać tych cech mojego minerału, dlatego, po raz kolejny, postanowiłam nie podklejać go, tylko obszyć samymi koralikami. Tył kamienia pozostawiłam nie przykryty, właśnie po to, aby pokazać jego transparentność. Oprawa jest też dość nietypowa. Koraliki wyglądają jak rozczochrana, choć w pełni przemyślana fryzura. Bynajmniej ja mam takie skojarzenie. Choć pewnie większości z was, takie obszycie będzie się kojarzyło z chaszczami i krzaczorami. Ja wolę mówić, że mój wisior jest nieuczesany :P. Albo, że jest to artystyczny nieład. Jak widzicie na zdjęciach, nie mogłam się oprzeć mięciutkiemu chwostowi, który doczepiłam do wisiora. Ponieważ wisior nie należy do najmniejszych, powiesiłam go na długim sznurze, sięgającym prawie do pasa, Według mnie właśnie przy takiej długości sznura, ten wisior najlepiej się prezentuje. Jeśli dotrwacie do końca postu, zobaczycie, że wisior skrywa w sobie jeszcze jedną, małą tajemnicę ;-)



Materiały: 3x1,8 cm kaboszon agatu malinowego, 4mm kulki agatu brazylijskiego, 3mm koraliki fire polish w kolorze jet AB, Toho treasure w kolorze metallic nebula oraz galvanized orchid, Toho 15/o w kolorze metallic nebula, permanent finish galvanized aluminium oraz permanent finish galvanized pink lilac, 70x10mm wiskozowy chwost w kolorze fuksji, metalowe elementy wykończeniowe, 2mm sznurek lakierowany. Długość wisiora bez sznura ok.12,5 cm. Wraz ze sznurem długość tzw. "pępkowa".


wisiorek z agatem i chwostem,agate pendant with tassel






Uwielbiam chwosty, zwłaszcza te mięciutkie i pięknie się układające, ale gdyby mi się znudziły, albo zapragnęłabym drobnej zmiany w wisiorze, mogę odpiąć chwosta. Pozwala na to doczepiony karabińczyk, który sprytnie chowa się za koralikami. Pozbawiony "wisielca" wisior staje się nieco skromniejszy, choć nadal zachowuje swój czar i urok osobisty.



Kończąc dzisiejszy post, zdradzę wam jeszcze tajemnicę, że agat obdarzony przez swego właściciela prawdziwą miłością przyciągnie do niego bogactwo i sprowadzi szczęście :-).Zamiast czterolistnej koniczyny na szczęście, można mieć swój szczęśliwy agat. A  najlepiej mieć jedno i drugie, bo szczęścia nigdy nie za wiele :)



Dziękuję wam przeogromnie za wszystkie pozostawione komentarze pod poprzednim postem. Przepraszam, że na nie nie odpowiedziałam. Mam też zaległości w oglądaniu waszych blogów. Niestety, ostatnio mój dostawca internetu zawodzi na całej linii. Mam nadzieję, że problem wkrótce zostanie rozwiązany. 

Ściskam was mocno! Do miłego! :-)



piątek, 8 kwietnia 2016

Agadir - “Undulation” bracelet

Przeglądam tak sobie prace, które ostatnio zrobiłam i zastanawiam się co by tu wam pokazać. Wybierać mam z czego. Jedno mnie tylko zastanawia... Właściwie pojąć tego nie mogę... Jak to się stało, że praktycznie wszystkie ostatnio wykonane prace, są albo turkusowe/niebieskie, albo różowe/fuksjowe/bordowe... Czyżby w mojej podświadomości aż tak głęboko zakorzeniły się kolory 2016 roku ??? No nic. Co się stało, to się nie odstanie. Będę was teraz po kolei nimi "uszczęśliwiać" ;-). Na szczęście pojawiają się pomiędzy nimi również inne kolory. Symbole luksusu i bogactwa, czyli  złoto i srebro. Pozostałe, niech na razie, zostaną niespodzianką ;-)


Jeśli chodzi o dzisiejszą bransoletkę, to muszę powiedzieć, że ogromnie mnie zaskoczyła. I to bardzo pozytywnie. Zakupiłam kiedyś koraliki rulla. Wykorzystałam je już w kilku projektach, w których świetnie się sprawdziły (KLIKKLIKKLIKKLIKKLIK). Muszę jednak uczciwie przyznać, że choć są bardzo ładne i można z nich zrobić świetne projekty, do moich ulubionych raczej nie należą. Zamiast siedzieć i głowić się, co tu z nich wymyślić, wolę korzystać w tym przypadku, z gotowych tutoriali. Tym razem wybrałam wzór  Neli Kabelovej. Podeszłam do niego z pewną dozą niepewności, gdyż w moich koralikowych zasobach, nie ma koralików Matubo w rozmiarze 6/o, a oryginalny projekt, właśnie takie przewidywał. Z braku tychże koralików, sięgnęłam po koraliki Toho round w tym samym rozmiarze. Sprawdziły się idealnie :-). Bransoletka układa się perfekcyjnie, trzyma kształt i co najważniejsze, pięknie wygląda  na nadgarstku. Choć do najmniejszych nie należy, jest delikatna i niewyzywająca. Do letniej sukienki czy bluzki, będzie pasowała jak ulał. Mnie już urzekła. A wam jak się podoba?


Materiały: koraliki rulla w kolorze luster metallic grey, 6mm koraliki fire polish w kolorze opaque turquoise, koraliki Toho 6/o w kolorze opaque lustered turquoise, metalowe elementy wykończeniowe w kolorze srebrnym. Długość bransoletki ok. 18 cm, szerokość ok.2,2 cm.


undulation bracelet, bransoletka z rulla




Dla tych, którzy lubią oglądać koraliki w zbliżeniu ;-) :





Dziękuję wam za wszystkie miłe  słowa, które tu zostawiacie. Swoimi komentarzami sprawiacie mi ogromną przyjemność :) 
Witam też w swoich progach kolejną obserwatorkę :)

A wam, moje kochane życzę wspaniałego, pełnego słońca i wiosny weekendu ! :-)


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...