środa, 20 maja 2015

Ganimedes

Nie będę was trzymać dłużej w niepewności, zaciekawieniu i w ogóle, bo mi równie dobrze znane są te uczucia, tylko uchylę rąbka tajemnicy i pokażę wam pracę, która w pewnym sensie jest moim debiutem.
Ale zanim to nastąpi, parę słów wprowadzenia....
Z dalekich Indii, pokonując wiele kilometrów, przybył do mnie labradoryt. Drżącą ręką otwierałam przesyłkę, pełna obaw o to, co ukaże się moim oczom. Którego uczucia doświadczę? Rozczarowania czy euforii? Moje obawy okazały się bezpodstawne, bowiem moim oczom ukazał się najwyższej klasy kamień o pięknym złoto- turkusowo- granatowym ogniu. Z dumą i najwyższą czcią na jaką mnie było stać, odłożyłam kamień do pudełeczka, bo przecież musiałam się nim nacieszyć. To moje "nacieszanie się " trochę trwało. Leżał sobie więc labradoryt i cierpliwie czekał, uśmiechając się do mnie za każdym razem, kiedy otwierałam moją skrzynię skarbów. Aż przyszedł dzień, kiedy wiedziałam, że już czas, już pora, by kamień ujrzał światło dzienne, oczarowując wszech, wobec i każdego z osobna, zamkniętą w jego wnętrzu zorzą polarną.
Nadarzyła się też szczególna okazja. A mianowicie ślub i wesele chrześnicy mojego męża. Wszystko było przygotowane, kreacje ślubne wybrane, biżuteria oczywiście dopasowana.... I nagle, tydzień przed uroczystością, zdecydowałam, że nie pójdę w żółtej sukience, choć uwielbiam ją nad wszystkie inne, tylko w niebieskiej, pastelowej. No, ale przecież nie mam do niej odpowiedniego naszyjnika! Nie mam, ale będę miała. Przecież muszę mieć. Pomysł natychmiast zrodził się w mojej głowie. Z zapałem wzięłam się do haftowania i okazało się, że w sklepie nie ma w pasującym kolorze shibori :-(.Jak to tak? Katastrofa, kataklizm i wszystkie inne nieszczęścia do kupy razem wzięte. Na szczęście moje i labradorytu, Sylwia , w dobroci swego serca, podzieliła się ze mną kawałkiem swojego shibori, ocalając mój kamyczek od zapomnienia. Chciałabym w tym miejscu, podziękować ci Sylwuś z całego serca, bo gdyby nie ty, to pewnie ten naszyjnik by nie powstał, a z pewnością, nie w takiej formie :-). Pełna już szczęścia, ochoczo wzięłam się do pracy. Szyłam i prułam, prułam i szyłam. A czas gonił. W dniu ślubu, o godzinie 14- stej mój naszyjnik był skończony. O 14.15 w pełni wyszykowani wyszliśmy z domu. Powiecie pewnie, że jestem nieźle szurnięta. Hehe, Zapewne będziecie miały rację :D . No, ale czego się nie robi.....?


Materiały : Labradoryt  35mm x 25mm, sodalit 10mm, 4 mm kulki hematytu w kolorze starego złota, wstążka shibori ( shibori silk ribbon ), koraliki TOHO 11/0 w kolorze : matte- color gun metal, metallic frosted galvanized blue slate, metallic silver frosted antique silver, TOHO 15/0 w kolorze : permanent finish matte galvanized aluminium, TOHO Treasure w kolorze: matte- color gun metal, koraliki Miyuki Delica w kolorze: DB0087 Inside Dyed Root Beer Amber AB,   3 mm Fire Polish  w kolorze:  luster gold/topaz turquoise,  3mm Round beads ( kulki )  w kolorze: luster marble green, taśma cyrkoniowa granatowa 2,5mm, supersuede w kolorze popielatym do podszycia tyłu, metalowe elementy wykończeniowe.



naszyjnik z labradorytem, labradorite necklace

naszyjnik z labradorytem, labradorite necklace


naszyjnik z labradorytem, labradorite necklace



Mam nadzieję, że udało mi się przynajmniej częściowo zrekompensować wam to trzymanie w niepewności i nieco wynagrodzić  oczekiwanie. Dla mnie jest to wyjątkowa praca, bo pierwsza tak duża i chyba tak ambitna. Do tego projekt jest autorski, od pierwszego do ostatniego koralika, zaprojektowany przeze mnie. Naszyjnik wymagał  mnóstwa pracy i cierpliwości, nie mówiąc już o materiałach, ale muszę powiedzieć, choć może mało to skromne z mojej strony, że jestem z niego dumna :-)

Skoro rozpiera mnie duma ;-), to postanowiłam zgłosić naszyjnik na konkurs organizowany przez Korallo.pl. Wszystkie zgłoszone na ten konkurs prace możecie oglądać na fanpage'u Korallo. Klikając "lubię to" możecie oddać swój głos  na konkretną pracę,  lub wyrazić opinię w komentarzu pod zdjęciem.

Mam nadzieję, że nikt nie będzie miał problemu ze zlokalizowaniem mojego naszyjnika, ale dla ułatwienia wklejam tu zdjęcie, które po kliknięciu w nie, przeniesie bezpośrednio we właściwe miejsce. Za wszystkie głosy ogromnie dziękuję :-)

naszyjnik z labradorytem, labradorite necklace


Ściskam was mocno i dziękuję za to, że po prostu jesteście ze mną J


niedziela, 17 maja 2015

Muscari

Nie muszę czekać na pogodną noc, ani zadzierać głowy, żeby przyjrzeć się niebu. Zwłaszcza temu wiosennemu, błękitnemu. Czy zauważyłyście, że o żadnej innej porze roku niebo nie jest takie niebieskie? :-). Kocham błękit i wszystkie odcienie niebieskości. Chyba nie tylko ja jestem jego miłośniczką. Dla tych co podążają za trendami w modzie, dodam, że niebieski jest jednym z królujących kolorów tejże  wiosny ( Fashion color report spring 2015 ).
Dzisiaj u mnie, oprócz szafirowego błękitu, panuje prostota. Po bardzo ambitnej i wymagającej pracy, którą niebawem wam zaprezentuję, musiałam nieco odpocząć od maleńkich koralików i wymyślnych wzorów. Maleńkie koraliki zamieniłam na nieco większe kulki szafirowego jadeitu. Połączyłam je w bransoletkę. Wiem, wiem, nie jest to nic odkrywczego, a tym bardziej twórczego, bo takich bransoletek są tysiące, jak nie miliony. Tym bardziej jedna w tą czy w tą, nie zrobi różnicy ;-). Gdyby bransoletka poczuła się samotna i zapragnęła mieć jakiegoś kompana,  na wszelki wypadek dorobiłam do niej skromne kolczyki. A żeby nie było za ciemno i za smutno, rozświetliłam komplet discoball'sami i przekładkami Swarovskiego. Chcąc wyrazić swą miłość do tego cudnego koloru, dodałam satynowe serduszko. Muszę was w tym miejscu nieco uspokoić. Obiecuję, że nie będą dołączać serduszka do swojej pracy, za każdym razem kiedy tylko moje zabije mocniej z powodu głębokiego i szczerego uczucia ;-).


bransoletka z jadeitami, jadeite bracelet







Kiedy patrzę do góry mam nad sobą błękitne niebo. A kiedy patrzę pod stopy, muszę uważać, by nie zdeptać tych delikatnych, kwitnących i pachnących, niebieskich istotek. 

Wrzucam, więc wam tu parę fotek, mając nadzieję, że będą one dla was inspiracją do stworzenia czegoś niebieskiego :-)







Miło mi bardzo powitać w gronie stałych podglądaczy nowych obserwatorów. Mam nadzieję, że spodoba się wam tutaj na tyle, że zechcecie zostać na dłużej.

Wiernym „zaglądaczom” dziękuję za liczne odwiedziny i każde pozostawione słowo. Choć ostatnio nie udzielam się zbyt często w blogosferze, powolutku nadrabiam zaległości.
Pozdrawiam was i życzę dużo wiosennego słoneczka J

wtorek, 5 maja 2015

Lantana

Spójrz idzie wiosna, kwiaty rozdaje,
Więc otwórz okna, świat pachnie majem.
Słońce ogrzewa serca po zimie
Korzystaj z wiosny, bo szybko minie.

Tej właśnie wiosny coś się wydarzy
Będziesz szczęśliwy gdy umiesz marzyć.
Maj znaczy szczęście, maj znaczy miłość.
Coś się wydarzy, to czego nie było.

To idzie wiosna, wiosna szalona.
To idzie wiosna, to właśnie ona,
To idzie wiosna, wiosna szalona.
To idzie wiosna.

Czas już porzucić smutki, zwątpienia
To idzie wiosna, co wszystko zmienia.
Budzą się myśli śpiące w ukryciu.
Prawdziwa wiosna bywa raz w życiu,

Więc oddaj głowę myślom szalonym,
Pokłoń się swoim latom zielonym,
Biegnij, wołaj, sław jej imię
Korzystaj z wiosny, bo szybko minie.


Małgorzata Ostrowska - Wiosna kwiaty rozdaje



Tegoroczna wiosna ma na mnie jakiś dziwny, bliżej nie sprecyzowany wpływ, Z jednej strony czuję w sobie niespożyte pokłady energii i chęci do wszelkiego działania. Czasami mogłabym, jak to się przysłowiowo mówi, góry przenosić, krzycząc "chce mi się żyć!". Wówczas, jak w jakimś transie pracuję, sprzątam, piorę, prasuję, gotuję, plewię w ogrodzie, sadzę nowe roślinki, patrzę na te, które na dobre już się w nim rozgościły i właśnie teraz cieszą me oczy kolorami, łechcąc me nozdrza subtelnymi  zapachami. Ale czasami czuję się tak, jakby mnie opuściły wszystkie siły. Nie mam na nic chęci ( czytajcie:  mam totalnego lenia ), a wena twórcza bawi się ze mną w chowanego. No, jednym słowem wszystko jest wtedy na "nie". Ale, żeby nie było. że maruda ze mnie, zrzęda i w ogóle, bo w gruncie rzeczy, to pogodna i pozytywnie nastawiona ze mnie dusza, to porzucam smutki i zwątpienia, a zły nastrój przeganiam w najodleglejszy kąt. Do was zaś wychodzę z prostym, delikatnym i wiosennym wisiorkiem. Kroplę pomarańczowo-żółtego jadeitu połączyłam, tak, żeby było wiosennie i ciepło, czyli z maleńkimi czeskimi koralikami w kształcie kwiatuszków - flower cup beads'ami w energetycznych kolorach. Całość powiesiłam na odpowiednio dobranych kolorystycznie sznurkach lakierowanych.


Materiały : ok. 3 cm kropla jadeitu, koraliki flower cup beads w kolorze white funky apple, koraliki toho 8/o w kolorze opaque sunshine, 1mm sznurki lakierowane, metalowe elementy wykończeniowe. Długość wisiorka ok 8cm.



wisiorek z jadeitem, jadeite pendant









Na dzisiaj to by było tyle. Zostawiam was sam na sam z wiosną ;) Sama oddaję głowę myślom szalonym, kłaniając się swoim latom zielonym. Biegnę, wołam, sławię jej imię. Korzystam z wiosny, bo szybko minie. Wy też korzystajcie z wiosny, cieszcie się promieniami słoneczka, weselcie się i radujcie :) I od czasu do czasu, zajrzyjcie też do mnie ;)


Pozdrawiam was gorąco i z całego serca dziękuję za komentarze pod poprzednim postem. Niestety nie zdołałam odpowiedzieć na każdy z osobna. Zatem jeszcze raz "zbiorowo" dziękuję :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...